Nowe dane, nowe normy
Za pioniera badań nad temperaturą ciała uchodzi niemiecki lekarz Carl Wunderlich. W połowie XIX wieku zbadał on aż 25 tysięcy osób, wykonując ponad milion pomiarów. Na podstawie jego analiz przyjęto, że „zdrowa” temperatura dorosłego człowieka to właśnie 36,6 stopnia. Dziś jednak naukowcy z USA, opierając się na danych z lat 1862–2017, wskazują, że obecnie średnia temperatura wynosi 36,39 stopnia Celsjusza (czyli 97,5 stopnia Fahrenheita). To wynik analizy aż 190 tysięcy Amerykanów.
Skąd ten spadek?
Eksperci podkreślają, że na niższe wartości może wpływać kilka czynników. Przede wszystkim poprawiły się warunki życia i opieki medycznej, a infekcje są dziś rzadsze i łagodniejsze. W przeszłości organizm człowieka był często zmuszony do walki z bakteriami i wirusami, co podnosiło podstawową temperaturę ciała. Obecnie, dzięki szczepieniom, lekom przeciwzapalnym i skuteczniejszej ochronie przed zakażeniami, układ odpornościowy nie musi tak często „podgrzewać” organizmu.
Zmiany nie tylko w krajach rozwiniętych
Podobne tendencje zaobserwowano również poza wysoko rozwiniętymi krajami. Badania wśród plemienia Tsimane z Boliwii, opublikowane w „Science Advance”, wykazały spadek średniej temperatury ciała z około 37 stopni w 2000 roku do 36,5 stopnia w 2018 roku. To dowód na to, że trend ten jest globalny.
Co jeszcze wpływa na temperaturę?
Nie zapominajmy, że temperatura ciała nie jest wartością stałą. Różni się w zależności od wieku, płci, masy ciała czy pory dnia. Najniższe wartości notujemy zwykle w nocy, między 3 a 5 rano, a najwyższe po południu, między 16 a 18. U osób starszych temperatura może być niższa z powodu wolniejszej przemiany materii i mniejszej aktywności fizycznej.
Obecna średnia, wynosząca około 36,4 stopnia Celsjusza, nie powinna być powodem do niepokoju. To naturalna konsekwencja zmian cywilizacyjnych i postępu medycyny. Lekarze podkreślają, że każdy organizm jest inny, a niewielkie odchylenia od „książkowej” normy są całkowicie normalne.

