Austin Abrams znów cierpi, ale kto by na to narzekał!
W filmowym świecie do użytku powoli wchodzi już określenie na nowy gatunek filmowy, który miałby nazywać się: „Austin Abrams ma zły dzień”. Do kin wszedł bowiem „Upadek wieloryba”, czyli kolejna produkcja z udziałem aktora, w której gra on dość mocno testowanego przez życie bohatera. Jak nie wymęczono go w „Zniknięciach”, to w „Resident Evil” musiał uciekać przed zmutowanymi zombiakami. Natomiast teraz… wylądował w brzuchu gigantycznego kaszalota.
O czym jest „Upadek wieloryba”?
„Upadek wieloryba” to ekranizacja książki o tym samym tytule, która opowiada historię nastoletniego Jay’a. Chłopak próbuje dojść do siebie po śmierci ojca (w tej roli Josh Brolin), z którym przez całe życie nie miał łatwej relacji. Podczas nurkowania u wybrzeży Kalifornii, Jay niespodziewanie znajduje się w (dosłownie) samym środku koszmaru – połyka go gigantyczny wieloryb. Jakby samo znalezienie się w jego brzuchu nie był wystarczająco dużym problemem, to butla z powietrzem wskazuje, że zapas wystarczy tylko na godzinę. Bohater musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i przypomnieć sobie wszystkie związane z nurkowaniem i oceanem lekcje, jakie zdążył przekazać mu ojciec.
„Upadek wieloryba”: recenzje
Choć po takim opisie i zwiastunie niektórzy spodziewali się iście Cronenbergowskich kadrów o charakterze body horroru, ale obraz finalnie okazał się dość filozoficzną produkcją. Owszem, różnorodne wnętrze wieloryba, ze wszystkimi wnętrznościami i wydzielinami, zostało nam pokazane, jednak zdaje się, że twórcy bardziej celowali w metaforyczne rozterki o życiu i relacjach niż najmocniejsze survivalowe kino, które przeraża.
W opiniach na Filmwebie użytkownicy zwracają uwagę głównie na to, ile filozofii pojawia się w filmie.
W finale trochę za dużo filozofii i symboliki, ale cała reszta dostarcza, choć lokacje bywają monotonne.
Chcesz pojednać się ze zmarłym ojcem? Posiedź w wielorybie. Kuriozalny scenariusz mocno idzie na łatwiznę. (…) Poza tym jest to całkiem trzymający w napięciu survival.
Oczyszczająca podróż w głąb kaszalota, czyli nietypowa alegoria trudnej relacji ojca z synem; jedna wielka abstrakcja, a stricte filmowo raczej bajka dla dorosłych, ale doceniam swego rodzaju świeżość w kategorii kina survivalowego i naprawdę dobre technikalia.
Post on Instagram
Internauci piszą też, że najlepsza scena filmu pokazana jest na początku i potem brakuje już takich elementów zaskoczenia. Mimo to w sieci nie brakuje komentarzy od osób, które kupiły „Upadek wieloryba” w całości:
To było tak dobre – jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w tym roku. Bardzo oryginalny. Momentami był trochę obrzydliwy, niektóre fragmenty sprawiały, że kręciłem się w fotelu z dyskomfortu, a napięcie bywało wręcz paraliżujące, ale był też pięknie nakręcony. Taki realistyczny. Jeśli masz klaustrofobię, nie oglądaj tego filmu.
Zwiastuny wyglądały interesująco, zapowiadało się to na film o walce o przetrwanie lub nowy typ horroru. Plus jest taki, że rzeczywiście tak było i zostało to zrobione bardzo dobrze. Jednak ten film ma do zaoferowania znacznie więcej — genialnie wpleciono tu wątek retrospekcji, który bardzo szybko staje się niezwykle emocjonujący. Daję temu filmowi 4 na 5 gwiazdek. Świetna historia wyjściowa z książki, ale przeniesienie jej na ekran było znakomite, brawo
– czytamy na Rotten Tomatoes.
Jak te wszystkie opinie przekładają się na oceny? Na Filmwebie mamy notę 5,9/10, na Letterboxd 3,3/5, a na IMDb 6,8/10.
- Wcale nie „Szeregowiec Ryan”! Oto najlepszy film z 1998 roku. „Trzyma niesamowicie wysoki poziom”
- Jennifer Grey wraca jako Baby. Sequel „Dirty Dancing” odda hołd Patrickowi Swayze
- Zagrały w nim największe gwiazdy PRL-u. Dziś mało kto pamięta ten film z Beatą Tyszkiewicz
- Naukowcy zmierzyli tętno widzów. Ten horror od lat nie ma sobie równych
- Nie „Władca Pierścieni” i nie „Helikopter w ogniu”. Oto najlepszy film 2001 roku! „Niesamowicie piękny i poruszający”

