To ostateczny koniec wielkiej legendy rocka
King Crimson, jeden z najważniejszych zespołów w historii rocka progresywnego, oficjalnie zawiesił działalność koncertową pod koniec 2021 roku. Fani jednak mieli nadzieję, że to tylko chwilowa przerwa. Niestety, najnowsze słowa Roberta Frippa nie pozostawiają złudzeń: powrotu na scenę nie będzie.
Robert Fripp: „Dziś nie czuję już potrzeby, by występować publicznie”
W rozmowie z magazynem Uncut Robert Fripp wyjaśnił powody swojej decyzji. „Kiedy gram na poziomie, który sam sobie wyznaczyłem – co w realiach King Crimson oznacza utwory takie jak „Fracture”, „Larks' Tongues In Aspic, Part Four” czy „Frame By Frame”, co przekłada się na szesnastki przy tempie 156 do 158 uderzeń na minutę – to, czysto fizycznie, mówimy o gitarowym poziomie olimpijskim. Trudność polegała na tym, że po rocznej przerwie związanej z covidem, bardzo ciężko jest to odzyskać. Istnieje pewien rodzaj grania, który obecnie – muszę to zaakceptować – stanowi potężne wyzwanie. Dziś nie czuję już potrzeby, by występować publicznie” – przyznał
Szok dla fanów! Robert Fripp mówi wprost: King Crimson nie wróci na scenę
King Crimson powstał w 1968 roku i przez dekady wyznaczał nowe kierunki w muzyce progresywnej. Ostatni album studyjny grupy, „The Power to Believe”, ukazał się w 2003 roku. Pomimo licznych spekulacji i nadziei na powrót, słowa Frippa są jasne. Dla wielu fanów to koniec pewnej epoki.
- Przekroczył miliard odtworzeń, choć nigdy nie był singlem. Ten utwór to dziś największy hit Beatlesów!
- Zapłacili im fortunę, byle tylko przestali grać. Szokująca tajemnica słynnego zespołu wyszła na jaw
- To „najbardziej niedoceniony utwór Genesis”. Choć minęły dekady, ta piosenka do dziś zachwyca
- Ten utwór trwa ponad 17 minut. To jedno z najlepszych i najbardziej epickich dzieł w historii muzyki
- Oto „najważniejszy hymn rocka”. Choć zespół istniał tylko chwilę, ich utwór zna cały świat
